Chętni w rejs
Słuchałem kiedyś wyznania pewnej kobiety, samotnej, stale zapracowanej prawniczki dużej spółki, która doszła do wniosku, że jej życie wypełnione zawodowymi sukcesami nagle straciło sens. Zapragnęła coś zmienić. Pewnego dnia doznała olśnienia.
Po kilku miesiącach wypłynęła w rejs dookoła świata. Nie jako turysta, pasażer wypoczywający w leżaku na pokładzie podczas popołudniowej sjesty, ale zaokrętowana, zamustrowana jako członek załogi. Czy to jest możliwe w Kaliszu?
Piotr Lewandowski (na zdjęciu), kapitan jachtowy i motorowodny, instruktor żeglarstwa PZŻ, ratownik, uczestnik wielu pełnomorskich rejsów, z którym rozmawialiśmy w zeszłym tygodniu na temat możliwości zdobycia żeglarskich patentów, przyznaje bez wahania, że wszystko jest możliwe.
- Ludzie po kilku godzinach treningu potrafią prowadzić pełnomorski jacht - twierdzi. Wykonują wiele innych czynności na pokładzie, każdego dnia coraz lepiej.
- Czy oznacza to, że w naszym mieście także można bez trudu znaleźć jacht, jakąś grupę ludzi równie zapalonych i udać się na pełne morze? - pytam.
- Oczywiście, że jest to możliwe - odpowiada Piotr Lewandowski. Mogę zapewnić, że nie ma najmniejszego problemu. Najbliższa impreza to 6-tygodniowy rejs do Anglii. Przygotowujemy się w podróż na bardzo dobrym jachcie, znakomicie wyposażonym. Jeśli kogoś nie stać na pełny rejs może skorzystać z dwutygodniowych etapów.
- Mam rozumieć, że można zwyczajnie zsiąść z rowera, nawiązać kontakt z organizatorem i bez żadnego przygotowania wypłynąć w morze - upewniam się na wszelki wypadek.
- Wystarczy, że na jachcie jedna osoba ma patent - uzupełnia kapitan Lewandowski. Reszta członków podróży nabywa kwalifikacje w trakcie rejsu i zapewniam, że to najlepsza szkoła pod żaglami.
Obalamy więc przekonanie, mit funkcjonujący wsród większości z nas, że rejs w charakterze członka załogi jachtu pełnomorskiego wymaga jakiś specjalnych kwalifikacji. Niestety, taka wycieczka, nawet jeśli związana jest z ciężką pracą na morzu, trochę kosztuje. Jednak nie jest to koszt większy od dwutygodniowych wczasów w nadmorskim kurorcie. Chociaż przechodzi się różne stopnie wtajemniczenia, od ścierki, poprzez szczotkę do szorowania pokładu, poprzez kambuz (kuchnię) do steru, to wspomnienie tej przygody jest znacznie dłuższe. Trwa do końca życia.
Już przedsmak tego może dać kurs na patent żeglarski, który można także zrobić w Kaliszu.
Rozmawiał Krzysztof Ścisły

