Cie... choroba
Choroba morska odstrasza wielu amatorów żeglowania. Właściwie do końca nie wyjaśniono powodów, dla których niektórzy żeglarze chorują, a inni wolni są od dolegliwości.
Widok zielonobladych postaci, przewieszonych przez burtę lub tkwiących głową w jakimś kuble budzi szczery śmiech, kiedy obserwujemy taką scenę w filmie. Jednak rzeczywistość jest mniej śmieszna. Swoisty okres "kwarantanny" organizmu przechodzi większość kandydatów na żeglarzy.
- Choroba morska w większości przypadków ma podłoże psychologiczne - twierdzi Piotr Lewandowski (na zdjęciu), kapitan jachtowy, autor elektronicznego podręcznika "Żeglarz jachtowy". Kiedy zaczynamy rejs, jestem w stanie odgadnąć bez pudła, kto pierwszy raz będzie na pełnym morzu. Wcale nie z powodu wymiotów. Prawie bez wyjątku i bez przerwy mówią o chorobie morskiej. Obawiają się dolegliwości z racji tych pierwszych doświadczeń.
Tymczasem statystycznie choruje połowa załogi, bez względu na to czy wcześniej pływali, czy pierwszy raz znaleźli się na pokładzie. Na ile jest to kwestia psychologiczna świadczy fakt, że pasażerowie promów płynących np. z Polski do Szwecji mają sensacje żołądkowe, pomimo tego, że woda jest gładka jak lustro, a w szklance może nawet stać herbata "z czubkiem".
- Admirał Nelson, legenda mórz i oceanów, wielki dowódca, każdego dnia wymiotował - pociesza nasz rozmówca. - Miał swojego adiutanta, który codziennie rano przynosił mu wiadro i asystował podczas nieprzyjemnej ceremonii.
Na szczęście zwykle jest tak, że po dwóch dniach przykra dolegliwośc mija. Tylko w skrajnych przypadkach zdarza się dłuższa przerwa w normalnym funkcjonowaniu. Dlaczego wśród załogi trafiają się ludzie, którzy nigdy tych problemów nie mają? Także nie wiadomo. Bywa i tak, że ci najbardziej przerażeni przebiegiem choroby wcale jej nie przechodzą.
Czy są na to jakieś skuteczne sposoby lub środki zapobiegawcze?
- Zdecydowanie najlepiej jest położyć się w cieniu rozłożystego dębu - żartuje kapitan Lewandowski. - Jednak najbardziej uniwersalna jest zasada, żeby po prostu nie przejmować się kłopotami i robić swoje. Nawet jeść. Natomiast środki skuteczne na tzw. chorobę lokomocyjną np. aviomarin, nie powinny być stosowane, choć lekarze nie wykluczają pozytywnej reakcji.
Rozmawiał Krzysztof Ścisły

