Koszmar na morzu
W Anglii nie ma uprawnień państwowych do żeglowania. Zdumiewające, że imperium dominujące od wieków na morzach i oceanach nie rozbudowało biurokracji w tym kierunku.
Owszem, Royal Yachting Associacion wydaje swoje patenty, ale przeważnie wszyscy chcą je posiadać ze względów prestiżowych. Dlatego chętnych nigdy nie brakuje, a dokument honorowany jest na całym świecie.
- Dlatego szlifuję swój angielski do poziomu biegłej znajomości, żeby właśnie stamtąd w najbliższym czasie przywieźć patent kapitana - przyznaje kapitan jachtowy Piotr Lewandowski, wyedukowany na polskich falach. Jednak poza prestiżem i kolejnym doświadczeniem, na pewno bardzo bogatym, niczego nowego tam się nie dowiem. W Polsce poziom edukacji jest znakomity i każdy z naszym patentem może śmiało wypłynąć na pełne morze.
W tym miejscu mam poważne wątpliwości i dzielę się z moim gościem. Czy młody człowiek wyedukowany na Szałe i posiadający nieco praktyki na mazurskich jeziorach, może wypłynąć w samotny rejs, a tym bardziej wziąć odpowiedzialność za resztę załogi?
- Często mam takie sytuacje, że ludzie mają patent żeglarski, a chcąc zdobyć patent sternika jachtowego czy kapitana zwlekają i tłumaczą się brakiem stażu na morzu - wyjaśnia Piotr Lewandowski. Zwykle rozmowa sprowadza się do twierdzenia, że kiedy na Mazurach dmuchnie 5-6 w skali Bueforta, uciekają w szuwary. Na morzu to koszmar i ten ruch statków.
Tymczasem na morzu prognozę podają z dwudniowym wyprzedzeniem i wszystko można sobie zaplanować - zwinąć powierzchnię żagla, spłynąć do portu i także przeczekać.
- Kiedy wracam po rejsie morskim na Mazury i widzę łódki mijające się o centymetry, jakby ktoś w godzinach szczytu przemykał w Kaliszu ulicą Sukienniczą rowerem pomiędzy samochodami, to nieraz jestem blady ze strachu - śmieje się kapitan Lewandowski. Natomiast na pełnym morzu jestem niezadowolony, kiedy mijam statek w odległości mili morskiej. Uważam, że jest zbyt blisko. Mamy więcej czasu i miejsca, żeby wybrać odpowiednio bezpieczny kurs.
Polski Związek Żeglarski, zamiast propagować morskie wyprawy, dziwnie "odpuszcza" żeglarstwo morskie, jakby był to przywilej dla wybranych i szczególnie utalentowanych. Nic bardziej błędnego. W Anglii, Niemczech starsi ludzie, na emeryturze, wypływają w morze na kanał La Manche, który jest znacznie trudniejszy do nawigacji niż nasz Bałtyk. Dobrze zaplanowany rejs na Bałtyku czy nawet po Morzu Północnym pozwoli w ciągu doby znaleźć przyjazną marinę.
Rozmawiał Krzysztof Ścisły

