Pies pod żaglami
Jeden ze znanych polskich żeglarzy ma kota. Oczywiście niejeden wilk morski ma kota na punkcie pływania, ale tenże ma prawdziwego kota z sierścią, który odbywa z nim wszystkie rejsy.
Jest coś szczególnego w tym przywiązaniu żeglarzy do różnego rodzaju stworzeń. Może to dojmująca samotność i czasem długie dni nudy pod żaglami, kiedy na morzu panuje absolutna cisza, powodują swoiste przywiązanie, na przykład do pająka.
- Coś w tym jest - przyznaje Piotr Lewandowski, kapitan jachtowy, który od kilkunastu tygodni przekonuje nas do żeglarstwa. Znalazłem kiedyś pająka, który rozpostarł sieć na dziobie jachtu i po każdym większym sztormie biegłem sprawdzić, czy jeszcze tam jest. Po czym za każdym razem z radością odnotowywałem fakt, że pomimo sporych fal, które często przelewały się przez pokład, następnego dnia owad pracowicie odnawiał porwane sieci. Zuch.
Klasycznym towarzyszem żeglarza jest papuga. W literaturze pięknej wystąpiła w roli barwnego w przenośni i dosłownie elementu powieści. I to nie przypadek, że właśnie ten ptak najczęściej trafia pod żagle.
- Wracaliśmy w maju ubiegłego roku z długiego rejsu i na Zatoce Gdańskiej, przy pięknej bezwietrznej pogodzie, kiedy jacht płynął na silniku, ktos krzyknął "ptak na pokładzie!" - wspomina Piotr Lewandowski. Nic to szczególnego, bo ptaki często korzystają z masztów, żeby sobie odpocząć, ale to była kolorowa papużka falista. Złapaliśmy ją bez trudu, bo była tak wycieńczona, że nie potrafiła wznieść się w powietrze. Byliśmy zaledwie dwie mile od brzegu (4 km).
Papugi nie należą do wytrwałych lotników i raczej nie oddalają się od lądów. Niekiedy jednak załogi jachtów spotykają na trasie właśnie takie, mocno wyczerpane osobniki, które "zniosło" dalej i stają się wówczas łatwym łupem, w tym przypadku marynarzy. Ponieważ dodatkowo kuszą urodą i egzotycznymi kolorami pozostają dłużej na pokładzie.
- Akurat po powrocie papuga trafiła do mojej babci i raczej morza więcej nie zobaczy - dodaje kapitan Lewandowski. Za to mam Szeklę, suczkę, którą przypadkowo poznałem nad zalewem Szałe i od razu przypadłem jej do gustu. Od tego czasu jeździ ze mną na wszystkie wyprawy morskie i śródlądowe. Ma nawet swoją kamizelkę ratunkową dla psów, w której czasami paraduje po pokładzie.
Paradoks polega na tym, że często załogi jachtów rozpoznawane są po takim dodatkowym "członku" zespołu.
Rozmawiał Krzysztof Ścisły

