Sztormowanie

SztormowanieSłowo sztorm wywodzi się od angielskiego storm (burza), chociaż Anglicy częściej to zjawisko, o którym marynarze mówią z respektem, nazywają gale (geil) - poryw.

Warunki pogodowe na morzu określa się jako sztormowe, jeżeli poryw wiatru przekracza 8 stopni w skali Beauforta. Wówczas wysokość fali zależy od akwenu. Na Bałtyku na pewno będą one krótsze i bardziej strome, porównując stosunek długości do wysokości. Przez to są bardziej "rzygliwe", jak mawiają ludzie morza, to znaczy rozbijają się o pokład z impetem. Z kolei na kanale La Manche przelicznik jest bardzo prosty, wieje 5 stopni, to fala ma 5 metrów wysokości, 8 stopni - 8 metrów, ale jest znacznie dłuższa i dzięki temu mniej dokuczliwa. Dla przykładu oceaniczna fala może mieć 300 metrów długości, a więc nawet przy 15-metrowej wysokości jest ona niegroźna dla jachtu.

Jak pływać podczas sztormowej pogody?

- Dobry żeglarz sztorm powinien spędzać w porcie, a najlepsza technika sztormowania polega na wygodnym siedzeniu w pubie przy szklance z piwem - żartuje Piotr Lewandowski, kapitan jachtowy i instruktor żeglarstwa.

Jednak często na pełnym morzu trafia się przykra niespodzianka, kiedy do portu mamy 3 dni żeglowania, a służby meteo informują o załamaniu pogody w ciągu doby. Co wtedy?

Bardzo ważna jest kwestia przygotowania i zabezpieczenia jachtu. Wbrew pozorom wielkie promy pasażerskie i tankowce 200-300 metrów długości wcale nie znajdują się w lepszej sytuacji, niż 5-10 metrowa łupinka.

- Można porównać to do sytuacji na lądzie podczas silnego wiatru - twierdzi Piotr Lewandowski. Huragan potrafi przewrócić stodołę, ale namiocik typu igloo, dobrze przytwierdzony do podłoża, będzie się giął na wszystkie strony, poddawał wiatrowi, lecz przetrwa.

Jachty projektowane są tak, aby przede wszystkim były bezpieczne, wrecz niezatapialne. Budowane są tak, żeby wytrzymały największe sztormy, co często robi się kosztem miejsca w środku.

- Najlepszą lekcję sztormowania dostałem od Piotra Kołodziejczyka, późniejszego ministra obrony narodowej, który był kapitanem Pogorii - wspomina Piotr Lewandowski. Staliśmy w Genui kilka dni i młodzież zaczynała się nudzić. Wreszcie kapitan postanowił udzielić pokazowej lekcji sztormowania i wypłynął w morze.  Po kilku godzinach, przy 11 stopniach jedzenie, ubrania, wymiociny i ludzie wymieszani byli jak w betoniarce.

Sztormowanie to zabawa dla prawdziwych wilków, więc może lepiej to robić w pubie.

                 Rozmawiał Krzysztof Ścisły