Etykieta

Etykieta jachtowaZapomniana jest już i traktowana raczej jako mniej ważny dodatek do wiedzy o żeglarstwie. Wszak w każdym środowisku, grupie zawodowej, społeczności obowiązują pewne kanony zachowań.
Wprowadzają porządek.

Oczywiście, zasady zachowania wśród żeglarzy kształtowały się od czasów najdawniejszych. Jednak ulegały stałym modyfikacjom, choć wiele z nich pozostało w formie reliktów, niejednokrotnie bardzo dziwnych i niekiedy śmiesznych, ponieważ zatraciły pierwotne  znaczenie i przetrwały wyłącznie w charakterze pewnego ceremoniału.

- Wiele reguł wywodzi się z czasów, kiedy na żaglowcach pływali ludzie niezbyt uczeni, a nawet wyjątkowo tępi - śmieje się Piotr Lewandowski, kapitan jachtowy i instruktor żeglarstwa. Wielu z nich nawet do końca nie rozumiało zjawisk pogodowych, więc do wszystkiego "dorabiano" magię, która sprowadzała się do określonych nakazów lub zakazów.

Jednym z bardziej znanych jest zakaz gwizdania. Dzisiaj różnie można to tłumaczyć, łącznie z tym, że gwizdanie może przywołać nieszczęście, wichurę, sztorm itd. Tymczasem źródło tego zachowania ma bardzo praktyczny charakter. Komendy na wielkich żaglowcach wydawano przy pomocy gwizdków. Na przykład seria krótkich gwizdków oznaczała alarm "do żagli".

Jednak nie wszyscy wielcy żeglarze przestrzegali tej reguły. Wikingowie, wręcz przeciwnie, gwizdali, kiedy była cisza na morzu, żeby zachęcić boga Thora do dmuchnięcia w żagiel.

- U nas stosuje się metodę polegającą na wyrzuceniu kapitańskiego buta za burtę - twierdzi Piotr Lewandowski. Wtedy można spodziewać się silniejszego podmuchu. Bardziej wyrafinowana, ale za to na pewno skuteczna jest metoda "na dziewicę". Polega na tym, że prawdziwa dziewica musi delikatnie podrapać maszt. Wtedy morze wyraźnie się ożywia.

Do oczywistych zachowań należy i to, że kapitan zawsze zaczyna pierwszy jeść i dopiero po nim reszta załogi. Na jachtach o większej klasie do kolacji kapitan zasiada w galowym mundurze. Na imprezach zakrapianych zawsze wznosi się toasty i nie wolno pić bez słowa, bo wówczas świadczy to o alkoholizmie żeglarza. Ułatwieniem w sprawie może być fakt, że toast wznosi się wyłącznie na siedząco. Ze zrozumiałych względów... na morzu pokład chwieje się i można nabić sobie guza nawet na trzeźwo. Ciekawe, że zwyczaj wznoszenia toastów na siedząco wywodzi się od czasów nelsońskich.

Rozmawiał Krzysztof Ścisły